22
lip

Kabelki

Mały Miś pojechał do babci na kilka dni, a ja próbuję posprzątać swój pokój. Wlazłem pod biurko, bo spora część mojego sprzętu nie działa… Za mało gniazdek :) Jak budowałem dom, to elektryk się dziwił, po co mi tyle kontaktów pod biurkiem. Chciałem pięć gniazd 230V, złącze telefoniczne i antenowe. Jak to wygląda w praktyce? Używam 11 gniazd 230V! Pod biurkiem mam plątaninę przewodów, masakra. Na biurku stują dwa monitory - LCD i CRT, dwa komputery, skaner, drukarka, klawiatura midi, wifi, ładowarka do myszki i sprzęt audio. Wszystko to łączy plątanina kilkunastu lub kilkudziesięciu kabli różnego rodzaju. Nie wspominam 2 lampek na biurko :) Wracam do rozplątywania :)

19
lip

jestem!

Patrząc na ostatni wpis, widzę, że znowu nie było mnie kawałek czasu. Nawiązując do tego co ostatnio napisałem… nie jest najgorzej :) Jeszcze się nie pozabijaliśmy!

Aktualnie mam urlop. Kończy się drugi tydzień, został jeszcze jeden. Urlop upływa na pracy wokół domu. Plecy mnie napierdalają, ale trochę zostało zrobione. Jeszcze dzień, dwa i wyjdziemy na prostą. Teoretycznie w sierpniu wchodzi ekipa, która na otynkuje, ogrodzi, itd. Mamy nareszcie barierkę na schodach i pojemne szafy. Zaczyna to wszystko jakoś wyglądać… gdyby nie bałagan generowany przez psa i małego Misia :) Misia jeszcze toleruję, ale psa coraz mniej, tym bardziej że leje na nasze nowe drzewka i gryzie Misia. Jak nam pożądnie nadpenie na odcisk, to wyprawimy go do domu ojca.

Byłem z Misiem jeden dzień nad morzem. Fajnie było. Nad morzem najfajniejsze są gofry! Woda też fajna, ale gofry lepsze. No i koniki, które za “drobną opłatą” przewożą wczasowiczów po promenadzie. Z wrażeń ogólnych, jak miałbym spędzać urlop nad bałtykie, to chyba za karę. Pełno straganów, ludzi, którzy nie wiedzą co ze sobą zrobić… Nie wspominam, że temperatura powietrza i wody jest nie do zaakceptowania. Jedynie ten jod…

Idę na taras, Misiowa na pewno się o mnie nie pokoi :)

25
cze

“Łączą nas tylko sprawy służbowe…”

“…to źle, ale widocznie tak ci lepiej”
Taki tekst posłała mi Misiowa bo wysłałem jej esa na temat szafy, która mają dzisiaj montować. Czy tak jest mi lepiej? Chyba nie mam wielkiego wyboru skoro Misiowa jest nie odzywająca się, wiecznie nadęta, bez jakiejkolwiek witalności. Cały czas niezadowolona i zmęczona. Co mam jej powiedzieć, że jest ładna pogoda, czy że ogólnie jest fajnie? Mam się silić na miłe słowa, kiedy z drugiej strony takich nie usłyszę? Nic w ogóle od niej nie usłyszę, bo żeby coś powiedziała, to trzeba zadać pytanie i kilka razy prosić się o odpowiedź. Jak odpowie to tak nie wyraźnie, że w ogóle nie wiadomo co powiedziała. Potem jest zdziwiona że nasze relacje są niepoprawne. No są niepoprawne, bo wszystko w naszym życiu jest niepoprawne i nie normalne. Łączące nas rzeczy to najczęściej: daj kasę na zakupy, daj kasę na fajki, praca jest ważniejsza ode mnie - to z jej strony. I z mojej: wszedzie jest syf, nie dbasz o dom, nie gotujesz… Gotowanie… schudłem w ciągu ostatnich miesięcy tyle, że zdejmuje sobie zapięte spodnie przez dupę. Tak mnie Misiowa karmi. Po domu kręci się robactwo, dla którego pożywką jest brud w naszym domu. Wanna ma tak upierdolone dno, że można na nim rysować. W pralni rozsypany proszek wżarł się już na stałe w płytki. Ręczników w łazience nie ma nigdy. Retorycznie zapytam raz jeszcze, czy ja mam jakiś wybór w temacie konwersjacji z Misiową? Dobrze że w ogóle gadamy.
24
cze

Nowa pasja?

Misiowa jest nastawiona do mojego nowego pomysłu… hm… cierpliwie. Trzeba jej oddać że ma cierpliwość do każdego mojego hobby. Przechodziła najpierw fotografowanie. A że ja nie robię nic po łebkach… były lustrzanki, obiektywy, filtry, statywy, weżyki spustowe, torby, skaner wart tyle co samochód, dobre materiały… Pasja pozostała ale postanowiłem ją “odrobinę” ograniczyć . Sprzedałem to wszystko po cenach rynkowych i kupiłem kompakta :) Jestem z nim szczęśliwy, hehe.
Potem chyba były ryby (Misiowa może skorygować). Ładne akwarium, rybki, roślinki, dobry osprzet. Ale zaatakowały nas glony i nie wytrzymałem presji jaką wywierał na mnie obowiązek co tygodniowego odmulania i czyszczenia zbiornika. Misiowa oczywiście nie pomagała. Akwarium zostało zlikwidowane. Choć w sumie nie. Akwarium mam na strychu, ale bez roślinek i rybek :)
Teraz wzięło mnie na muzykę. I to jaką! Zawsze brzydziłem się elektroniką jako sztuczną, nie mającą nic wspólnego z prawdziwym graniem. A teraz mnie wciągnęło. Zaczałem słuchać Jarra, Vangelisa, Tangerine Dream, Eno… Mam na kompie taki fajny programik do komponowana. Trochę grać umiem, więc zacząłem komponować. Rozpocząłem od utrowu na okrągłą rocznicę ślubu z Misiową. Była to porażka, bo Misiowa zachowała się tak jak bym kupił jej poradnik gospodyni domowej a nie skomponował utwór specjalnie dla niej. Widać miała takich kompozytorów w życiu sporo. Wiem jedno, jeśli pociągne temat z pewnością dedykacje dla Misiowej będą żadkie albo nie będzie ich wcale. Ale wracając do sedna… Mam na kompie taki prgram do komponowania. Zapragnąłem dokupić do niego klawiature sterującą i będę jechał z koksem. Dodam że nie jestem muzycznym beztalenciem :) Gram na gitarce a z klawiszmi też miałem kontakt. Słuch mam jako taki, czuje rytm i mam zapał! Na początek powinno starczyć. Zamierzam się skupić na komponowaniu czegoś dla siebie, bo jak szperam po muzyce to zawsze znajdzie się coś co mi się nie podoba. Może uda mi się zrobić coś czego da się posłuchać z zadowoleniem przez 60 minut? Chyba wyląduję ze swoimi pomysłami w okolicach ambientu połączonego z konkretną ale prostą linią melodyczną. Takie emocjonalne ćwiergolenie, działanie na wyobraźlnie, relak…  
Uf, czas na fajkę. Potem robota czeka!
24
cze

Wpierdoliłem się w nocki (ale już odespałem)

Podjąłem się nie dawno wykonania zlecenia dla pewnego wydawnictwa, jednego z większych w Polsce. Nazwy nie wymieniam z wiadomych przyczyn, choć zrobiłbym to chętnie. Zlecenie jak zlecenie, stopien trudności wysoki, ale głównie ze względu na termin. Poza tym robota prosta jak drut. Nie przypuszczałem jak druga strona może sprawę skomplikować. Skończyło się na kilku aferach i siedzeniu po nocach, bo wydawnictwo nie wyrabiało się ze swoją działką. Tak to jest jak zatrudnia się do pracy dzieciaki bez doświadczenia, daje się im dumnie brzmiące, anglojęzyczne tytuły zamiast godziwego wynagrodzenia. Z drugiej strony za co tu płacić jak toto nic nie umie? W trakcie pracy wzrosła stawka za pracę, bo przecież nie będę sobie flakow wyprówał za darmo. Kiedy doszło do rozliczenia okazało się że ustalenia ustaleniami, rzeczywistość jest inna. Coż, kutasy mnie poprostu oszukały, ale zgodziłem się na to. Warto się wozić po sądach dla paru stówek? Oczywiście, że nie. Są u mnie na czarnej liście. Będe odradzał każdemu współprace z kimkolwiek z tej firmy, choć pewnie pracują tam też normalni ludzie.
24
cze

Od czego zacząć? Najlepiej od końca…

Wiele się działo ostatnio. Z rzeczy które z pewnością zapamiętam (może w sumie wcale nie) był incydent samochodowy Misiowej, który tu zdaje się opisałem w skrócie. W szczególy nie wchodzę, ale samochodu już nie ma, mimo że go nie ukradli. Nikomu nic się nie stało ale trzy dni opijałem dramat. Nie ważne, kupiliśmy inny samochód. Incydent samochodowy stał się pretekstem do odbycia wielu rozmów, weryfikacji naszego życia, jego tempa, naszych stosunków, itd. Rozmowy nic nie dały. Jest coraz bardzoej chujowo. Nie mówię że jestem bez winy, ale Misiowa staje się tak dramatyczną postacią dla siebie i swojego otoczenia, że czasem trudno to wytrzymać. Gdyby nie to że jestem przyzwyczajony do jej grobowego nastroju i skandalicznej drażliwości, chyba dawno byłaby zakopana (być może żywcem) w ogródku, który właśnie próbujemy urządzać. 
Zazwyczaj jestem optymistycznie nastawiony do otaczającej mnie rzeczywistości, ale w kwestii naszych misiowych układów widzę dno absolutne. Albo się od niego odbijemy, ale pogrążymy. Nie jestem pewien czy to odbicie nie powinno nastąpić jakiś czas temu… Coraz mniej wspólnych spraw, coraz więcej bezsensownych zarzutów. Misiowa przykładowo zarzuca mi że chcę urządzić/dokończyć dom i ogród przed urlopem. A tak wlaśnie bym chciał, bo urlop powinien być do odpoczywania a nie do roboty. Ma do mnie pretensje że w związku z tym jest tylko robota, co jest ewidentną bzdurą, bo w sumie spędziliśmy ze sobą nie jeden wieczór popijając browarka albo inne napoje, objadając się niezdrowym jedzeniem. Ona ma na głowie dziecko, pracę i czasem dbanie o dom (!!!) ja resztę, co w jej pojęciu oznacza dosłownie “nic”. Fajnie jest usiąść na tarasie po całym dniu pracy we fabryce a potem z łopatą w ogrodzie i usłyszeć, że robię nie potrzebne rzeczy, zamiast zajmować się sflustrowaną i rozhisteryzowaną Misiową. 
Butelka wina którą znalazłem zabunkrowaną w szafce w pralni, z której Misiowa sobie potajemnie pociągała była gwoździem do trumny. Trudno szanować kogoś kto sam dla siebie nie ma szacunku i nie szanuje innych. Najgorsze że flustracje Misiowej przechodzą na małego Misia. Przy mnie jest pogodnym dzieckiem, przy niej jęczącym. Ja dogaduje się z nim w każdej kwestii bez wrzasku, z nią wszystko jest wyryczane i wypocone. Niestety moja znajomość charakteru Misiowej jest zbyt wielka, żeby liczyć na cud. Ona się nie otrząśnie nigdy, nie pomyśli. Zawsze będzie szukać przyczyn w innych. Ostatnio wymyśliła, że musi sobie zrobić liposukcję. To ma jej poprawić nastrój. Ciekawe na jak długo i za ile?
24
cze

Wracam?

Tak się właśnie zastanawiam czy pisać czy nie. Ze 2 miesiące mnie nie było, jak nie którzy policzyli. Nawet nie wiedziałem że tyle czasu nie odwiedzałem tego miejsca. Nie znaczy to jednak że zapomniałem o nim. Nawet trochę tęskniłem za swoim misiowym pierdoleniem ;)
Trochę się podczas mojej nie obecności wydażyło. Przecież to że nie odwiedzałem bloga nie oznacza że popadłem w niebyt. Coś robiłem w tym czasie. Powiedziałbym nawet, że z powodu tego co robiłem nie miałem czasu na blogowanie. Postaram się to jakoś poukładać w głowie i opisać. Może nawet zaraz? Się zobaczy.
06
maj

Taaaaa…

Klient się opierdala, więc siedzę jak ten łoś. Pewnie dzisiaj zabawię przed ekranem do późna. Jutro wraca Miś a ja będę wypompowany. Jeszcze teściowa z teściem na podwieczorek. Dzień będzie ciężki. Fakt, że na 9 muszę być w pracy to drobiazg :)
Misiowa dzisiaj miała przygody z wydostaniem się ze wsi bez auta. Bus nie przyjechał tak jak miał i sterczała 1,5 godziny na przystanku. Wołała mnie na pomoc a ja byłem zarobiony. W końcu sobie jakoś poradziła. Dokładnie to jakiś bus się pojawił a resztę taksówką. Na pewno będzie chciała zwrotu za taksę, bo to przecież moja wina, że samochód się zepsuł :)
Spadam. Trzeba wzrok oszczędzać….
05
maj

Dawno tu nie byłem!

Oj dawno! Ale nic się nie zmieniło… na szczęście. Widzę w historii przeglądarki, że Misiowa zagląda na tego bloga, więc nie mogę jej zawieść. A że właśnie czekam na robotę a klient się spóźnia, to coś poklepię.
Wiele się zdarzyło w ostatnich dniach. W cudowny sposób pozbyliśmy się jednego samochodu. Wziął i się zapalił. Misiowa prowadziłą, ale nic jej się nie stało. Auto było bez AC, więc „parę” złotych jesteśmy w plecy. Ale nie ma tego dobrego, co by na dobre nie wyszło. Wydarzenie to zmobilizowało nas do rozmowy… ze sobą. Rozmowę tą udało się sprowadzić do czegoś więcej niż tylko pytania: co w pracy. Bo co może być w pracy… tylko praca przecież. Doszliśmy do wniosku, że powinniśmy trochę zwolnić. Że może takie wypadki dają do zrozumienia, że pogoń za pieniędzmi i robienie wszystkiego szybko i szybko, nie prowadzi do niczego dobrego. Od pewnego czasu miałem przeczucie, że ciągnie się za nami jakieś gówno, jakieś dziwne wypadki i przypadki. Może był to jakiś znak? W każdym razie nasze życie wyhamowało na chwilę, bo był długi weekend. Teraz już minął, ale ja staram się nadal nie biegać. Dzisiaj po pracy wyszedłem na spacer z psem mając na karku pracę do późnych godzin nocnych. Nie zbawiło mnie jak widać te 15 minut, więc coś chyba w tym jest!
Co do samochodu i dziwnych przypadków… Kupiliśmy już następny i popsuł się ten pierwszy. Wytrzymał tak długo jak miał i padł. Wiedział kiedy. Naprawię go i pozbędę się drania za jakiś czas. Za długo jest w naszej rodzinie :) Nie mówię, że zawodził nas zawsze. Z tym autem związane są nasze wspomnienia, wyjazdy… Kilka miłych chwil. Ale czas na coś innego. Mam dość widoku jego deski rozdzielczej, kierownicy… Zmiany są potrzebne!
Co dalej?? Chyba bierzemy kredyt na dokończenie naszego domu. Trzeba się otynkować, pożądnie opłotować i zadrzewić, bo wścibski sąsiad spędza sporo wolnego czasu na obserwowaniu naszego życia. Gdyby nie to że jesteśmy sąsiadami i musimy jakoś żyć, to dla draki wyszedł bym kiedyś na taras z fiutem w łapie. Tak więc idziemy na całość. Ma być bez żadnych ustępstw. Robimy wszystko. No może nie wszystko, ale sporo. Całkiem dużo :) Nie mogę się doczekać końca, a początek dopiero w sierpniu. I to w połowie… Ale poczyniłem wstępne rozmowy z wykonawcą, jest koncepcja, plan, pomysły. 
A wracając do spalonego samochodu… musimy go jeszcze tylko wyrejestrować, bo już jest zezłomowany. Jakoś nigdy nie lubiłem tego samochodu, choć Misiowej mówiłem, że jest OK. Kłamałem Kochanie ;)
W środę wraca Miś. Jest u babci. Trochę się boję a trochę cieszę. Zostaję z nim na cały weekend sam, stąd starch, bo mnie wymagluje na pewno. A ciesze się, bo dawno go nie widziałem, na pewno się zmienił, rozwinął. Bo spoważnieć nie spoważniał :) Misiowa ma za to w tym miesiącu pracować jeszcze tylko 8 dni, więc będzie miał matkę nareszcie! Powinien mieć matkę a nie babcię i opiekunkę.
Idę zapalić i zabieram się za pracę :)
13
kwi

Niedziela wieczór

Miś zasnął, choć nie bez problemów. Zmęczyłem go trochę spacerkiem na jego małych nóżkach, łaził koło 2 godzin. Był tak zmęczony, że wczesniej go położyłem i się buntował. Ale wszystko skończyło się dobrze!

 

Jako że jestem dobry Miś, zrobiłem Misiowej niespodzienkę: ogródek na parapecie w kuchni. Posadziłem jej bazylię, rzerzuchę i jeszcze coś. Do końca nie wiem co i nie wiem gdzie co posadziłem :) W sumie mamy całkiem sporą działkę wokół domu i wypadało by tam coś wreszcie posiać, ale nie kasy, czasu… Rozpocznę może od spryskania wszystkiego roundapem w przyszłym miesiącu. Niech poschnie dziadostwo, a co! Potem może jakieś drzewka by się posadziło, żeby się odgrodzić na kilka lat od moich wścipskich sąsiadów. Nie chce żeby mi w okna zaglądali i ja też nie chcę mieć pokuszenia żeby zaglądać do nich.

 

Jestem głodny, amen!




Miś to ja! Tak mnie niektórzy nazywają, a poza tym zawsze chciałem być misiem, najlepiej pluszowym. Misiolenie to misiowe gadanie, uzewnętrznianie, które tutaj od pewnego czasu uskuteczniam...

Kategorie