Weekend upłynął trochę pracowicie, trochę nie. Szczescie pełne (może „pełne” to przesada) nastąpiło w sobotę, kiedy zakupiłem wreszcie regały do swojego pokoju, co umożliwiło mi rozpakowanie 6 kartonów, które stoją od wiosny ubiegłego roku. Nie miałem się gdzie rozpakować po przeprowadzce, prawie przez rok. Ale nie ważne, w weekend to zrobiłem. Śmiesznie i dziwnie jest bez kartonów. Normalnie wszystko jest na półkach w trzech regałach. Jeszcze tylko musze pokój olistwować, zrobić jeden blat z nogami, przełożyć kolumny na regały i zrobić do nich okablowanie, podłączyć TV, kupić kanapę i jeden pokój będzie w miarę gotowy. Wtedy od razu zapraszam do niego Misiową na małe bara-bara i spanko. Tylko elektroniczną nianię jeszcze kupimy, jakbu Miś w nocy potrzebował swojej rodziny :) Kupiłem też akcesoria do kibla, żeby wreszcie papier do dupy był na swoim miejscu i ręczniki też. Nie zdażyłem tego jeszcze niestety zamontować. Zrobię to w tym tygodniu.
W weekend przeszła wichura, która zerwała z zachu kominek wentylacyjny i obaliła smietnik. Dobrze że to wszystkie straty, w zeszłym roku było znacznie gorzej, choć bez tragedii. Teściowa miała cykora, bo na poddaszu strasznie gwizdało. Miś spał na szczęście a ja i teść czuliśmy się słabo. Meteopaci :) Teść z resztą zakończył weekend grypą, więc chyba Misiowa nie będzie mogła u teściów zostawić Misia jadąc do fryzjera. Z resztą zobaczymy jeszcze jak będzie, ale nie mam zamiaru przechodzić kolejnej chorby małego.
Mam też problem. Nie za bardzo mogę go tu opisać, ale pilnie potrzebuję lekarza! Rodzina pracuje nad tą kwestią. Oby efekt był dobry i na czas.
Misiowa zapierdala w pracy. Jest zmęczona, ale pewnie się przyzwyczai do nowych obowiązków i trybu pracy. Najgorzej że ma mało kontaktu z Misiem, ale pewnie nadrobi i dostanie od niego po dupie, bo od wtroku ma wolne przez kilka dni :) Ale co ważne, kuchnia zaczyna nabierać rozpędu i może coś z tego będzie.
0 Odpowiedzi do “kolejny poniedziałek…”
Napisz odpowiedź